Dlaczego nie liberalizm gospodarczy?
Marzena Zawodzińska
Źródło: http://www.jednodniowka.com/print.php?type=A&item_id=61
Zastanawiające, jak bardzo
rozpowszechniła się opinia, iż na światopogląd prawicowy składa się
konserwatyzm w sferze moralności oraz liberalizm w sferze gospodarki. Zupełnie
jakby te skrajności można było pogodzić. Spotkałam się nawet z absurdalnym
stwierdzeniem, iż prawdziwy liberalizm to ten konserwatywny! A wszystko, co
antyliberalne, otrzymuje zaraz etykietkę: “lewicowe”. Oczywiście,
istniała i istnieje lewicowa krytyka liberalizmu, ale z początku musiała być
ona z konieczności krytyką wewnętrzną. Liberalizm jest bowiem najstarszą formą
socjalizmu. Nie to jednak będzie przedmiotem moich rozważań i dlatego
wszystkich oburzonych liberałów odsyłam do tekstu na stronie
http://www.cywilizacja.ien.pl/?id=21 . Tutaj skoncentruję się wyłącznie na
liberaliźmie gospodarczym.
Jak podaje Encyklopedia Białych
Plam, “Leseferyzm, liberalizm gospodarczy (franc. laisser faire – nie
sprzeciwiać się) – model życia gosp., w którym decydujące znaczenie dla
wzrostu ogólnego dobrobytu materialnego przypisuje się wyłącznie wolnej
inicjatywie jednostek”(1). Przyjrzyjmy się zatem podstawowym tezom
gospodarczego liberalizmu, sformułowanym przez Adama Smitha w książce
“Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”(2).
1.
Ograniczenie działalności państwa do wybranych dziedzin. To
właściwie podstawa leseferyzmu. Smith zapomniał chyba jednak, czym jest państwo
i czemu ma służyć. Otóż państwo to wspólnota powstała dla osiągnięcia wspólnego
dobra. Rozbawionym w tym momencie liberałom wyjaśniam, iż wspólnota to nie to
samo, co komuna, a wspólne dobro nie ma nic wspólnego z żadnym socjalizmem.
Wspólne dobro to takie, które “jest rzeczywistym celem każdego człowieka
i zarazem całej społeczności”. Nie będzie zatem celem ani ład społeczny,
ani sprawnie działająca gospodarka – wszystko to ma jedynie służyć
człowiekowi, jego rozwojowi osobowemu – intelektualnemu, moralnemu,
twórczemu i religijnemu. “Kolektywizm – jak wyjaśnia Paweł
Skrzydlewski w artykule “Rola filozofii w życiu społecznym” w swej
istocie nie dostrzega realnego człowieka, nie ceni jego dobra, bo realny
człowiek to tylko przejaw kolektywizmu albo jego wytwór, najczęściej
nieudany.”(3). Prawo stanowione ma natomiast wspierać i chronić dobro
wspólne (dobro osoby ludzkiej). Dlatego nie można ograniczać zadań państwa!
Oczywiście nadmierny interwencjonizm wcale nie jest wskazany, ale o tym
później.
Do jakich dziedzin zatem chcą liberałowie ograniczyć działalność państwa?
Otóż są to:
a)
Sprawiedliwość – czyli policja i sądy. Nawet
liberałowie nie wyobrażają sobie prywatnej policji.
b)
Obrona kraju – wojsko. To również oczywiste.
c)
Organizowanie robót publicznych. Czy współcześni liberałowie
pamiętają o tym?
d)
Więziennictwo.
e)
Ustanawianie stopy procentowej.
f)
Państwowy zarząd poczty.
g)
Wprowadzenie obowiązkowego nauczania. Nawet Smith uważał, że
szkolnictwo państwowe powinno istnieć, ze względu na tych najbiedniejszych,
których nie stać na naukę prywatną. Teraz liberałowie głoszą co innego. O ile
jednak państwo nie ma obowiązku zapewnić każdemu obywatelowi dobrobytu, nie
powinno blokować dostępu do edukacji (oraz służby zdrowia).
h)
Egzaminy państwowe dla wszystkich zawodów. Po ukończeniu
państwowych studiów też? Tu chyba lekko przesadzili...
i)
Tworzenie warunków dla zdrowej konkurencji –
zwalczanie monopoli. A więc jednak interwencja w gospodarkę... Szkoda, że tylko
taka.
j)
Opowiadanie się państwa po stronie robotników w ich sporach
z pracodawcami. Ten punkt jest już całkiem przemilczany. Przecież liberałowie
domagają się, by dla dobra gospodarki przedsiębiorca miał pod sobą pojedynczych
pracowników, których nikt nie wspiera i których można w każdej chwili zwolnić.
Chcieliby człowieka rzucić na głęboką wodę, żeby sprawdzić, czy wypłynie. A
jeśli nie? To jego problem? Nie uważam, że należy chronić leni i obiboków. Ale
nie można zapominać, że jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami. To zwierzęta
eliminują ze swojego grona słabsze jednostki. Ale dzisiaj chyba tylko obrońców
zwierząt nikt nie nazywa populistami.
2.
To interes osobisty jednostki jest najważniejszy. Smith
jeszcze odżegnywał się od egoizmu. Wg niego interes osobisty to “wysiłek
naturalny każdego człowieka, zmierzający ku poprawie (jego) warunków
bytu.” Co prawda “zasady zwykłej roztropności nie zawsze kierują
postępowaniem każdej jednostki”, ale “wpływają one na postępowanie
większości ludzi z każdej klasy lub każdego stanu”(4). A jeśli większość
nie kieruje się roztropnością? Albo jeśli roztropność właśnie każe postawić na
pierwszym miejscu co innego niż interes osobisty?
3.
Wolny handel ożywia gospodarkę. Ciekawe, że “tezę tę
głosili liberałowie angielscy, gdy Anglia była u szczytu potęgi gosp. i chciała
zbywać swoje towary w krajach biednych”(5). I że to właśnie bogaci, a nie
biedni, żądają wolnego handlu.
Zastanówmy się zatem, na czym może on polegać. Zapewne chodzi o to, aby móc sprzedawać
wszystko, co tylko znajdzie nabywcę, i wszędzie, bez ograniczeń. Czy w takim
razie zakaz handlu jakimiś towarami będzie zgodny z zasadami wolnego handlu?
Raczej nie. Można się zatem domyślać, skąd w Polsce (i nie tylko, ale u nas
stosunkowo od niedawna) taki zalew najobrzydliwszej pornografii, którą się
wystawia teraz oficjalnie, bez skrępowania, w kioskach czy tzw. salonikach
prasowych. Przecież to towar, jak każdy inny! A jak go dobrze wyeksponować, to
więcej ludzi kupi... Oczywiście wszystko, co można sprzedawać, można też
reklamować. Stąd wszechobecne reklamy piwa, do niedawna jeszcze
“bezalkoholowego”, a teraz już każdego. Piwo stało się modne,
zwłaszcza wśród młodzieży, która jest najbardziej podatna na nałogi.
Widzimy zatem, że nie wszystko wolno sprzedawać. A czy można sprzedawać każdemu
i wszędzie? Np. polską ziemię Niemcowi albo polski zakład Holendrowi? Liberał
powie: oczywiście, może kupić każdy, kto da więcej. A powie tak, bo nie liczy
się dla niego kryterium narodowe, a jedynie kryterium użyteczności, zysku,
które w tym przypadku powinno być zupełnie drugorzędne. Powiem więcej –
liberał, choć często nazywa się patriotą, nie ma pojęcia, co to jest interes
narodowy! Dla niego to całkowita abstrakcja! W przeciwieństwie zapewne do interesu
światowej finansjery...
4.
Życiem gospodarczym kieruje “niewidzialna ręka”.
Oczywiście powoduje to zadowolenie jednych, niezadowolenie innych. Ale czy
naprawdę chodzi tylko o “zadowolenie”? Pomińmy na razie fakt, iż ta
“ręka”, chociaż “niewidzialna”, w rzeczywistości jest
bardzo konkretna. Liberałom chodzi o to, że życiem gospodarczym kieruje, czy
powinien kierować, nie rozum ludzki, a jakiś mechanizm rynkowy. Nieważne, że
człowiek staje się wtedy przedmiotem a nie podmiotem. Wolny rynek ma być
panaceum na wszystkie problemy. Tylko czy można się dziwić
“niezadowolonemu” człowiekowi, który traci pracę (dla “dobra
gospodarki” oczywiście), a co za tym idzie środki do życia, może i
mieszkanie. Populizm? Socjalizm? Tak by powiedział liberał, który nie widzi
niczego, poza opozycją liberalizm-socjalizm; “pragmatyzm w działaniu dla
rozwoju gospodarki” - pomoc socjalna dla najuboższych. Ale do tej kwestii
powrócę w punkcie szóstym.
5.
Podstawą życia gospodarczego powinna być własność prywatna.
Z tym częściowo można by się zgodzić. Własność prywatną należy wzmocnić i
upowszechnić. Ale dlaczego w imię jakiejś ideologii, bo inaczej tego nazwać nie
można, zwalczać istnienie przedsiębiorstw państwowych (tzw. etatyzm), nawet
tych, które przynoszą zyski! Nie można sprzedawać wszystkiego i każdemu! Są
takie branże, które powinny pozostać pod kontrolą państwa (nie tylko poczta
oraz roboty publiczne) i przekazanie ich w obce ręce byłoby zdradą narodową!
Już obserwujemy przypadki, kiedy obcy przedsiębiorca kupował polski zakład, po
czym go zamykał, zwalniał ludzi, wywoził maszyny i cieszył się, bo wyeliminował
konkurencję. Z drugiej strony – kto powiedział, że prywatny
przedsiębiorca zawsze będzie lepiej gospodarował od państwowego zarządcy? Jeśli
jest uczciwym i odpowiedzialnym człowiekiem (są jeszcze tacy!) to tak samo
zadba o własną firmę, jak i o państwową. A jeśli nieodpowiedzialny i do tego
leniwy – doprowadzi do ruiny i jedną i drugą. Nie widzę powodu, dla
którego miałoby nie być żadnej państwowej własności. “Nie, bo nie”
- to nie jest argument.
Trzeba również pamiętać, iż istnieją instytucje, które ze swojej natury nie są
przeznaczone do tego, aby “generowały zyski”. Korzystają z nich
wszyscy obywatele, albo przez całe życie, albo na jakimś tylko etapie, i
wszyscy solidarnie powinni je utrzymywać. Taką instytucją jest na przykład
szkoła – ma ona kształcić uczniów, nie zarabiać na nich. Ma też uczyć
bezinteresowności w zdobywaniu wiedzy, a tego zadania nie spełni, jeśli sama
będzie “interesowna”.
Konieczność “zarabiania na siebie” nie wychodzi też na dobre nauce.
Zwłaszcza w reklamach widać, do czego prowadzi “pogoń za
sponsorami”... Instytut “X” poleca produkt “Y”
firmy “Z”. Wyniki badań Instytutu “A” potwierdzają, że
najzdrowsze jest masło, natomiast Instytut “B” twierdzi, również na
podstawie dokładnych analiz, iż margaryna. Co kawałek w prasie, radiu i TV
podawane są informacje o najnowszych odkryciach tego typu, ale czy aby na pewno
zawsze można im wierzyć?
6.
“Negatywne interpretowanie problematyki socjalnej
przez liberałów”, którzy zawsze niechętnie patrzą na ingerowanie państwa
w sprawy socjalne pracowników. O tym już pisałam. Liczy się przede wszystkim
“dobro rozwoju gospodarki”. Niektórzy nawet twierdzą, że jeśli
gospodarka będzie się dobrze rozwijała, zyskają na tym także ci najubożsi.
Należy zatem podejmować teraz tzw. “niepopularne decyzje”, aby
później “zbierać” ich “dobre owoce”. Podobno w taki
sposób gospodarka ma “służyć człowiekowi”. Tylko że koszty takiej “służby”
mogą okazać się zbyt wielkie. Jeśli dla “dobra gospodarki” poświęca
się życie czy zdrowie choćby jednego niewinnego człowieka, to takie
“dobro” należy bezwzględnie odrzucić! Kto myśli inaczej, ma
zaburzoną hierarchię wartości i mylą mu się środki z celami. Przypominam, że
gospodarka jest środkiem, narzędziem, które powinno dobrze funkcjonować w
rękach człowieka dla jego dobra. A ponieważ każde ludzkie działanie podlega
ocenie moralnej, więc i działanie w sferze gospodarki. Tu również obowiązuje
etyka! Niejeden leseferysta może by się i z tym zgodził, twierdząc, iż dlatego
jest konserwatywnym liberałem, aby jego konserwatyzm kontrolował jego
liberalizm. Tylko ze liberalizm w taki sposób “kontrolowany” nie
jest już liberalizmem!
Wróćmy zatem do zagadnień etycznych.
Piotr Jaroszyński w pracy pt. “Etyka – dramat życia
moralnego” pisze, iż: “pole ludzkiego działania moralnego musi być
wyznaczone przez dobro osobowe jako osobowe. Działanie, które by naruszało
dobro osobowe, będzie moralnym złem, a działanie, które je respektuje –
będzie moralnym dobrem”(6). Poza tym etyka rozróżnia rodzaje dóbr,
ustawiając je w pewnej hierarchii. Najniżej stoi dobro przyjemne (bonum
delectans), ponad nim dobro użyteczne (bonum utile), a najwyżej dobro godziwe
(bonum honestum). Dobrem godziwym może być tylko byt osobowy. Gospodarka
również jest dobrem, dobrem użytecznym, a zatem środkiem. Dobro użyteczne,
jeśli stoi w konflikcie z godziwym, zawsze musi ustąpić! A z tego wyciągamy
tylko jeden wniosek: tzw. “niepopularne decyzje”, które chcą
podejmować liberałowie dla “dobra gospodarki”, jeśli stoją w
sprzeczności z dobrem godziwym, są nieetyczne.
Czy to jest populizm i socjalizm,
jak twierdzą liberałowie? Z całą pewnością nie! Socjalistom nigdy nie zależało
na rzeczywistym dobru człowieka, nie wahali się składać ofiar z ludzi na
ołtarzach swoich ideologii. Człowiek prawicy natomiast w każdej sytuacji
powinien postępować etycznie.
Jest jeszcze jeden aspekt, który należy uwzględnić w tych rozważaniach. Jak
pisałam wcześniej, państwo to wspólnota powstała dla osiągnięcia wspólnego dobra,
dobra osoby ludzkiej. Ponieważ na tym polega istota państwa, nigdy się nie
zmieni, nawet gdyby lewackie rządy z całego świata powtarzały co innego.
Wszelkie wypaczenia są jedynie wypaczeniami i do istoty państwa nie należą.
Do realizacji celu – dobra
wspólnego – potrzebne są rozmaite środki. Jednym z nich jest polityka
społeczna. Dlatego, jak słusznie zauważył w swojej najnowszej książce “Z
nadzieją w przyszłość” prof. Maciej Giertych: “Polityka gospodarcza
musi mieć na względzie zdrowie społeczne. Im więcej ludzi jest zadowolonych,
samodzielnych, posiadających nieruchomości, gospodarujących na swoim,
dorabiających się własną pracą, czujących związek między wysiłkiem a zarobkami,
niezagrożonych zwolnieniem z pracy, wywłaszczeniem czy eksmisją, troszczących
się o swoje sprawy bez czyjejkolwiek krzywdy, tym sprawniej funkcjonuje
państwo. Ten organiczny związek polityki gospodarczej z polityką społeczną jest
koniecznym elementem programu narodowego.”(7)
W kontekście życia społecznego
natomiast pojawia się zagadnienie cnoty sprawiedliwości. Ma ona za zadanie
“wyrobienie w nas trwałej i niewzruszonej woli oddawania tego, co innym z
naszej strony się należy.”(8) Mamy zatem obowiązki względem innych ludzi
(s. wymienna) oraz względem całej społeczności (s. współdzielcza). Ale i nam
się coś należy od społeczności, reprezentowanej przez odpowiednie władze, a to
kierowane jest sprawiedliwością rozdzielczą.
Przyjrzyjmy się, co na ich temat
pisze prof. Jaroszyński:
“Zasadniczo bowiem
sprawiedliwość ta (współdzielcza – MZ) sprowadza się do dwóch
podstawowych obowiązków spoczywających na obywatelach: jest to ofiara z majątku
oraz ofiara z życia. Aby państwo mogło normalnie funkcjonować, musi posiadać
odpowiednie środki finansowe, dlatego też część dochodów uzyskiwanych przez
obywateli winna być przekazywana do skarbu państwa. Sprowadza się to zazwyczaj
do płacenia podatków, które z pewnością nie są czymś przyjemnym, ale bez nich
państwo może się załamać. (...) Ta ofiara z majątku jest więc częścią
sprawiedliwości rozdzielczej, choć samo słowo 'ofiara' nie jest tu może
najwłaściwsze, tyle że przyjęło się już w terminologii etycznej, więc nie
będziemy go zmieniać.”(9)
Pojawia się jednak pytanie: skoro to
wszystko jest takie oczywiste, to dlaczego człowiek nie zawsze postrzega
sprawiedliwość współdzielczą jako coś dobrego? Otóż, jak twierdzi prof.
Jaroszyński, ma to miejsce wówczas, gdy żyje w ustroju zwyrodniałym:
“Niezrozumiała jest bowiem ofiara z majątku i życia tam, gdzie państwo
zorganizowane jest nie po to, by zapewnić nam swobodny rozwój i życie
szczęśliwe, ale po to, by nas wykorzystywać i zniewalać. Wówczas człowiek
zaczyna wymigiwać się od podatków, unika służby wojskowej. Najlepszym
przykładem zdegenerowanej formy sprawiedliwości współdzielczej jest osławiona
“sprawiedliwość społeczna”, która chyba tylko z nazwy przypominała
sprawiedliwość. Jej celem bowiem nie było ani dobro poszczególnych ludzi, ani
tzw. ludu pracującego, lecz tylko dobro tych, którzy akurat byli u władzy. Tam
natomiast, gdzie ustrój jest właściwy, uczciwe płacenie podatków wydaje się
czymś naturalnym i dobrym. Państwo takie zapewnia i gwarantuje zarówno moje
osobiste bezpieczeństwo, jak i osobisty rozwój.”(10)
Sprawiedliwość rozdzielcza ma
miejsce, gdy bierzemy pod uwagę stosunek społeczeństwa do jednostki. Oczywiście
między jednostkami nie ma równości. Ale czy osiągniemy sprawiedliwość, jeśli
wszystkich 'wyrównamy'? Tak chciała ideologia socjalistyczna. “W efekcie
zaczęło się równanie 'do dołu', bo o ile łatwo jest bogatego pozbawić majątku,
artyście zabronić tworzyć, naukowca zmusić do milczenia, o tyle trudniej jest
człowieka niezaradnego nauczyć zaradności, niezdolnego – tworzyć, obiboka
– studiować. Taka droga prowadzi więc donikąd, skończyć się musi
powszechną pauperyzacją i upadkiem kultury. Musimy zaakceptować ten podstawowy
fakt, że ludzie są różni i w tej różności niech pozostaną.”(11)
Sprawiedliwość będzie zatem polegała
nie na równości, ale na równomierności: “Równomierność kieruje się względami
i okolicznościami, w jakich ludzie żyją, tym, jak pracują i w jakim stopniu
przyczyniają się do dobra wspólnego. Sprawiedliwość rozdzielcza pozostaje
przede wszystkim w gestii tych, którzy sprawują władzę, do nich bowiem należy
troska o dobro państwa, a więc i o dobro obywateli. Miara obdzielania
poszczególnych ludzi różnymi dobrami jest w tym wypadku bardzo giętka i wymaga
wiele roztropności.”(12) Zupełnie nie pasuje to do współczesnej,
lewackiej wizji państwa.
Po tym przeglądzie głównych założeń leseferyzmu
zatrzymamy się teraz na jego podstawach filozoficznych. Został on bowiem
ukształtowany na bazie określonej filozofii człowieka i państwa. Nawet jeśli w
założeniach zachodzą pewne zmiany, korzenie zawsze pozostaną takie same.
Oto co na ten temat mówi
encyklopedia: “Leseferyzm jest inspirowany przez indywidualizm i
utylitaryzm hedonistyczny; dobro jednostki (jej interes) jest wg leseferystów
jedyną miarą wartości i wyłącznym kryterium celów gosp., co rzutuje na
rozumienie życia społ. i wyznacza standardy postępowania w życiu gosp.;
społeczeństwo to suma arytmetyczna jednostek, zaś więź społ. to wynik umowy;
stosunki zachodzące między jednostką a społeczeństwem oraz pomiędzy
poszczególnymi grupami wyznacza konwencja, dlatego mogą one być dobrowolnie
kształtowane na podstawie jednostronnej decyzji jednostek czy grup; ideologia
l. oferuje dość łatwe recepty na życie i sukces jednostkowy”(13).
Dalej czytamy: “Ideologia
zwolenników l. opiera się na nierealnej koncepcji ustroju doskonałej wolnej
konkurencji, która w rzeczywistości nie istnieje i nigdy nie zaistnieje; dzieje
się tak ze względu na błędne odczytanie natury ludzkiej, w której cnotą czyni
się egoizm, oraz ze względu na osobiste słabości i skłonności samych
liberałów.”(14).
Błędne odczytanie natury ludzkiej!
Fałszywe rozumienie państwa! Więź społeczna nie jest wynikiem umowy. A, jak za
Arystotelesem powtórzył św. Tomasz z Akwinu: “Mały błąd na początku
wielkim jest na końcu” (“Parvus error in principio magnus est in
fine”).
Dziś mało kto zwraca uwagę na
korzenie liberalizmu gospodarczego, dlatego pewnie tak łatwo przychodzi
akceptacja pozornego dobra, jakie z niego wynika.
Jak już wspomniałam, liberalizm
krytykowany był z różnych punktów widzenia. Mnie interesuje głównie krytyka
konserwatywna i katolicka.
Konserwatyści atakowali liberalną
wizję człowieka, ułudę wyobrażeń o człowieczeństwie, brak adekwatnej teorii
osoby, niedostrzeganie zła tkwiącego w ludziach, następstwa grzechu
pierworodnego. Ch. Maurraus, XX-wieczny konserwatysta, definiując liberalizm
jako doktrynę polityczną czyniącą “wolność zasadą kardynalną, podług
której wszystko musi być zorganizowane i w świetle której wszystko musi być
osądzane”, zauważył, że znosi ona “wolności konkretne”, zatem
“liberalizm równa się despotyzm” (Liberalisme et libertes:
democratie et peuple, Paris 1905) (15).
To tylko mały wycinek konserwatywnej
krytyki liberalizmu. Pozostałe argumenty można znaleźć w opracowanym przez
prof. J. Bartyzela haśle “liberalizmu krytyka”, w XI tomie
“Encyklopedii Białych Plam”. Tutaj podam jeszcze jeden tylko
argument przemawiający za tym, iż nie można pogodzić liberalizmu z
konserwatyzmem.
Jak słusznie zauważył jeden z
użytkowników forum konserwatyzm.pl: “Założeniem leseferyzmu jest, że
pracownicy i pracodawcy przenoszą się tam, gdzie jest możliwość najbardziej
efektywnego wykorzystania zasobów w celu osiągnięcia max. zysku. W związku z
tym rozbija się tradycyjną rodzinę. Ojciec rodziny w poszukiwaniu pracy
przenosi się np. z jednego stanu do innego, by tam pracować. Nie ma realnego
kontaktu z rodziną. Małżeństwa amerykańskie, co potwierdzają badania, są czymś
nietrwałym. Kościół katolicki de facto godzi się tam na rozwody, bo małżeństwo
jest właściwie traktowane tutaj jak kontrakt. Być parę razy rozwiedzionym to
tam nic wielkiego. Podobny model promuje się w krajach Unii Europejskiej.
Jednostka, w myśl idei liberalnej, staje się atomem, który jest ważny o tyle, o
ile jest obiektem wzmożonej konsumpcji. Leseferyzm jest więc z założenia
antykonserwatywny.”(16)
Krytyka katolicka jest bardzo
podobna do konserwatywnej i dotyczy zarówno liberalizmu w ogóle, jak i tego
gospodarczego. Nie oznacza jednak potępienia wolnej przedsiębiorczości ani
własności prywatnej, wręcz przeciwnie – papieże zalecali jej ochronę,
umacnianie i upowszechnianie. Przestrzegali również, zgodnie z zasadą
pomocniczości, przed nadmiernym interwencjonizmem, wtrącaniem się biurokracji w
nie swoje sprawy.
Najostrzej przeciwko liberalizmowi
gospodarczemu wystąpił Pius XI w encyklice “Quadragesimo anno”. I
on nie krytykuje każdej teorii broniącej wolności gospodarczej, ale tę, która
absolutyzuje zasady wolnej konkurencji i kieruje się błędną etyką utylitaryzmu.
Nie odrzuca również kapitalizmu, który nie jest ani dobry, ani zły,
bezwzględnie natomiast odrzuca socjalizm:
“Niczego się przy tym Papież
nie spodziewa ani od liberalizmu gospodarczego, ani od socjalizmu; pierwszy
bowiem okazał się niezdolnym do sprawiedliwego rozwiązania kwestii społecznej,
a drugi doradza lekarstwo, które jest stokroć gorsze od choroby i ludzkość
wtrąciłoby w większe jeszcze niebezpieczeństwo.”
“Odnośnie do obowiązku władzy
państwowej Leon XIII, zrywając śmiało z ograniczeniami narzuconymi jej przez
liberalizm nie wahał się uczyć, że władza państwowa nie powinna zadowalać się
tylko rolą strażniczki praw i porządku prawnego, ale że raczej ze wszystkich
sił winna się starać o to, by za pośrednictwem systemu praw i urządzeń sam
ustrój i zarząd państwa sprzyjał dobrobytowi tak powszechnemu, jak
jednostkowemu, że tak jednostkom, jak rodzinom należy zostawić swobodę
działania, o ile oczywiście pozwalają na to dobro publiczne i prawa drugich, że
obowiązkiem władzy państwowej jest ochrona społeczeństwa i jego części
składowych, lecz że przy obronie praw osób prywatnych trzeba uwzględniać
interesy przede wszystkim ludzi słabych i biednych. Warstwa bowiem bogatych
dostatkami obwarowana mniej potrzebuje opieki państwa; klasy natomiast ubogie
pozbawione ochrony, jaką daje majątek, szczególniej tej opieki potrzebują.
Dlatego państwo powinno bardzo pilnym staraniem i opieką otoczyć pracowników
najemnych, stanowiących masy ludności biednej".(17)
Leseferyści, aby jakoś uporać się z
problemem niezgodności ich ideologii z nauczaniem Kościoła, twierdzą, iż
wypowiedzi papieży nie są dla nich wiążące, bo dotyczą kwestii gospodarczych,
ekonomicznych, na których Głowa Kościoła nie musi się znać. Owszem, nie musi.
Ale też w tych kwestiach się nie wypowiada! Nie wypowiada się ani o budżetach,
ani o rezerwach walutowych, ani o PKB. Przypomina jedynie, że każde działanie
człowieka podlega ocenie moralnej, również działanie w sferze gospodarki! Że to
człowiek ma czynić sobie ziemię poddaną, a nie słuchać ślepych mechanizmów,
które zresztą sam wytworzył. Że użyteczność, choć jest istotna, nigdy nie może
być najważniejszym kryterium, więc katolik nie może kierować się w życiu błędną
etyką utylitaryzmu. Owszem, działanie powinno być skuteczne, ale nie przede
wszystkim i nie za wszelką cenę!
Na koniec spróbuję jeszcze
odpowiedzieć na pytanie postawione przez jednego z użytkowników forum
konserwatyzm.pl: “Jeśli nie liberalizm gospodarczy, to co?”.
Ciekawe, że pytanie to powtarza się dość często, w różnych odmianach. Ostatnio
w wersji: “Jeśli nie Unia, to co?”. Mamy tu ukrytą sugestię, że
właściwie alternatywy nie ma, a jeśli jest, to tylko jedna, najgorsza. Jeśli
nie UE, to Białoruś. Jeśli nie liberalizm, to socjalizm. Nie ma nic bardziej
mylnego! Jak pisze Adam Doboszyński w swoim dziele “Gospodarka
narodowa”: “Zbyt często słyszy się w Polsce żałosne stwierdzenie,
że mamy do wyboru tylko dwie możliwości: kapitalizm lub bolszewizm. Twierdzenie
to nie tylko żałosne, lecz przede wszystkim nieprawdziwe. Dylemat, przed którym
stoimy, brzmi albo materializm (którego współczesne dwa wcielenia zwą się
kapitalizmem wzgl. marksizmem) - albo ustrój narodowy.”(18)
Dlatego jedynym, najlepszym
rozwiązaniem dla Polski, jest ustrój narodowy, według koncepcji Adama
Doboszyńskiego: “Ustrój chrześcijański, oparty na uwłaszczeniu mas, czyli
na stworzeniu możliwie jak największej ilości samodzielnych warsztatów, z
natury rzeczy opierać się musi na daleko idącej swobodzie gospodarczej.
Wolność gospodarcza jednostek, przy
planowości moralnej społeczeństwa - to definicja najbardziej może ujmująca
właściwy stan rzeczy. Mówiąc stylem ekonomistów, będzie to umiarkowany
interwencjonizm, o założeniach moralnych, a nie gospodarczych.”(19).
Podobne rozważania znajdziemy u
prof. Romana Rybarskiego, który wymieniając sfery działalności państwa, pisał:
“Drugi rodzaj działalności państwa w
dziedzinie gospodarczej, to działalność uzupełniająca wolną gospodarkę. W
niektórych wypadkach, co uznawali nawet starzy liberałowie, zawodzi prywatna
inicjatywa. Nie zbuduje ona portu, nie ureguluje rzek, ani nie przeprowadzi
sieci kanałów wodnych. Lasy w rękach państwa zabezpieczają przed deforestacją.
Niekiedy z powodów pozagospodarczych, np. ze względu na obronę kraju, państwo
zakłada i prowadzi przedsiębiorstwa fabryczne, np. fabryki amunicji. Państwo
występuje wtedy jako przedsiębiorca, robi różne inwestycje. (...) Po trzecie
państwu przypada rola kierownicza w gospodarstwie narodowym. Państwo zakreśla
ramy, w których rozwija się wolna działalność gospodarcza. Państwo przez
zewnętrzną politykę handlową umacnia wewnętrzne węzły gospodarstwa i ogranicza
je na zewnątrz. Państwo koordynuje samorzutne ruchy różnych dziedzin
wytwórczości, wprowadza równowagę między warstwami społecznymi. Państwo tą
swoja działalnością nie wyklucza prywatnej inicjatywy, lecz ją kieruje w
łożyska, których wymaga szerszy interes narodowy. Nie wprowadza tzw.
gospodarstwa planowego, lecz urzeczywistnia swój plan rozwoju narodowego
gospodarstwa.(...)".
Czy jest to socjalizm? Zdecydowanie
nie! Nie jest to również liberalizm i dlatego właśnie takiego programu teraz
potrzebujemy najbardziej.
Przypisy:
1.“Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2003, s.69.
2.Opracowane na postawie “Encyklopedii Białych Plam”.
3.Paweł Skrzydlewski, “Rola filozofii w życiu społecznym”, w:
4.“Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2003, s. 70.
5.Ibidem.
6.Piotr Jaroszyński, “Etyka – dramat życia moralnego”, w:
“Wprowadzenie do filozofii”, Lublin 1999, s. 527.
7.M. Giertych, “Z nadzieją w przyszłość”, Warszawa 2005.
8.Piotr Jaroszyński, “Etyka – dramat życia moralnego”, w:
“Wprowadzenie do filozofii”, Lublin 1999, s. 563.
9.Ibidem, s. 565.
10.Ibidem, s. 566.
11.Ibidem, s. 571.
12.Ibidem.
13.“Encyklopedia Białych Plam”, Radom 2003, s. 71.
14.Ibidem, s. 72.
15.Ibidem, s. 114.
16.www.konserwatyzm.pl
17.Papież Pius XI, Quadragesimo anno. ENCYKLIKA O ODNOWIENIU USTROJU SPOŁECZNEGO I O UDOSKONALENIU
GO WEDŁUG NORMY PRAWA EWANGELII,
http://ekai.pl/bib.php/dokumenty/quadrogesimo_anno/quadrogesimo_anno.html
18.A. Doboszyński, "Gospodarka narodowa", Wrocław, s. 5.
19.Ibidem, s. 19.
20.R. Rybarski, “Podstawy narodowego programu gospodarczego”, 1934,
str. 43-44.